piątek, 29 marca 2013

KONIEC

Hej czytelnicy!
Tu faith was strong., jedna z założycielek bloga. Niestety musimy usunąć bloga, z powodu braku czasu. Prowadzimy własne blogi - ja jeden, ale pracuję nad drugim - i nie nadążamy, szczególnie ja. Praktycznie nie rozstaję się z podręcznikami, a gdy już znajdę wolny czas, muszę napisać rozdział na mojego bloga, ale też przeznaczyć go na własne przyjemności. Przepraszamy, że was zawiodłyśmy. Jeżeli chcielibyście czytać moją historię, zapraszam serdecznie! can-we-stop-this​-for-a-minute.bl​ogspot.com Z mojej strony to wszystko, oddaję głos Sky Fall Girl Jeszcze raz przepraszam x

 Cóż ja wam mogę powiedzieć? Jest mi nieco przykro, bo pomysł, który wymyśliłyśmy bardzo nam się podobał. Ja sama nie dam rady prowadzić tego bloga, gdyż swoich mam aktywnych około 14. Wybaczcie nam.

sobota, 2 marca 2013

Rozdział 1

Renessme
Siedziałam bezradnie na łóżku wpatrując w biały jedwab. Miałam totalny mętlik w głowie. ja nie chciałam wychodzić za mąż, a na pewno nie za Adama. To bardzo fajny i sympatyczny chłopak, ale ja go nie kochałam. Był jeden problem. Ja musiałam za niego wyjść. Otarłam pojedynczą łzę i wstałam z materaca. Do mojego pokoju, a raczej naszego, wpadła moja siostra Charlotte. Nie była uśmiechnięta i radosna jak zawsze. W jej oczach można było odczytać współczucie i smutek. Podeszła do do mnie i mocno przytuliła.
-Załóż suknie, a potem cię uczeszę- powiedziała cicho.
-Tak już- odpowiedziałam pośpiesznie i zdjęłam z siebie szary podkoszulek.
Po nie długim czasie biały materiał pokrywał moje szczupłe ciało, a Lottie tworzyła z moich włosów jakąś zapewne piękną fryzurę. Będąc gotowa stanęłam przed lustrem i jeszcze raz się przejrzałam. Wymusiłam sztuczny uśmiech i schyliłam się, aby założyć białe szpilki. Gotowa, zostałam sprowadzona na parter. Tam czekali już na mnie rodzice. Spojrzałam na mamę. Miała przepraszający wyraz twarzy, za to tata jak najbardziej cieszył się ze swojego pomysłu. Pomysłu, który miał zostać zaraz zrealizowany. Wziął mnie pod rękę i wyszliśmy na zewnątrz, gdzie czekała już wynajęta przez rodziców Adama, limuzyna. Obok niej stał mój narzeczony. Uśmiechał się uroczo. Naprawdę był przystojny. Westchnęłam i odwzajemniłam gest. Może nie będzie tak źle- pomyślałam wsiadając do auta. W milczeniu wpatrywałam się w okno. Nie mogłam pozwolić, aby puścił mi emocję. Nie mogłam się rozpłakać. Kościół nie był daleko i parę minut później byliśmy na miejscu. Nasi goście już czekali. Z pomocą Adama wysiadłam z auta, a przy okazji zostały zrobione nam zdjęcia. Miałam nadzieję, że nie widać sztuczność w moich gestach. Zaraz obok mnie znalazła się Charlotte, moja świadkowa. Wzięła mnie pod ramię i zaczęłyśmy iść czerwonym dywanem. Przekroczyłam próg kościoła. Na samym końcu, przy ołtarzu stał On. Ale to nie na niego czekałam. To nie z nim chciałam się związać, ale chyba już na to za późno. Po chwili moja siostra wymieniła się rolami z moim tatą i tą on mnie prowadził w rytm granego marsza. Gdy byliśmy już prawie przy samym Adamie, odwróciłam głowę w stronę Charlie. Patrzyła na mnie z pytającym wyrazem twarzy, a ja już wiedziałam co mam zrobić.
Charlotte
Tak mi jest jej żal… Moja siostra musi  wyjść za chłopaka, którego nie kocha. Nasz tata nie ma za grosz uczuć,  zależy tylko mu na tych układach i forsie. Jednak tym razem przegiął…  Serce mi pękało, gdy widziałam ją u boku Adama. Jednak ona chyba wpadła  na jakiś pomysł, ale za nic nie wiem jaki. Posłałam jej pytające  spojrzenie, ona tylko poruszyła wargami, jakby próbowała mi coś  powiedzieć. Z ruchu jej ust wyczytałam: „ucieknijmy”. Pokiwałam tylko  głową i podeszłam do niej. Szybko złapałam ją za rękę i pociągnęłam za  sobą. Za nami było słychać tylko gwizdy i okrzyki „wracajcie tu!”.  Jednak my to olałyśmy i biegłyśmy przed siebie. Ludzie, przechodni i nawet psy mierzyli nas wzrokiem, jak jakieś psychopatki. No nie dziwię się, dwie dziewczyny, bliźniaczki, jedna w sukni ślubnej a druga w ładnej, ale jednocześnie skromnej sukience biegły przez środek chodnika. Udałyśmy się do naszego tajemnego zakątku nad  Tamizą, tam nikt nas nie znajdzie. Zobaczyłam jak po policzkach Renessme  zaczęły spływać łzy, tusz na jej oczach się rozmazał. Od razu ją  przytuliłam i pozwoliłam się wypłakać.
- Charlie… Co teraz? – Zapytała się łamiącym głosem.
- Nie wiem. Jedno jest pewne, nie wracamy do domu.
- Ale gdzie będziemy spać?
-  Zostaniemy tu na noc, jest ciepło. Rano zaczniemy szukać jakiegoś  schronienia – powiedziałam zamyślona. Trochę się pokomplikowało, nie,  nie trochę, lecz bardzo. Co potem zrobimy? Przecież nie będziemy żebrać w mieście, gdzie dużo osób nas bardzo dobrze zna. Tak czy siak, położyłam się tuż obok Rene i wtuliłam się w nią. Jej klatka piersiowa unosiła się przeraźliwie szybko, myślałam, że za chwilę zejdzie na zawał. Pogłaskałam ją po głowie, po czym zasnęłam.
*następny dzień*
Obudziło mnie lekkie szturchanie, zaczęłam wypowiadać imię Nessie, aby mnie nie budziła. Z zamkniętymi oczami wymachiwałam rękoma przed siebie, słońce biło w moje oczy, ale ja, Charlotte Adams, nieugięta dziewczyna nadal miałam zamknięte powieki. Nagle moje dłonie dotknęły miękkich policzków i kręconych włosów. Od kiedy Renessme ma kręcone włosy? I od kiedy ma taki dziwny kształt twarzy? Przestraszona otworzyłam lekko oczy, po czym zaczęłam krzyczeć i odsunęłam się najdalej jak potrafiłam.
- Zostaw mnie!
- Spokojnie, jestem...
- Zostawcie mnie do cholery jasnej! Nie obchodzi mnie kim jesteście!
- Też Cię miło poznać - powiedział chłopak o szaro-niebieskich oczach. - Czemu tak tu śpicie i w tych strojach?
~~~*~~~
Podoba się?
Mamy taką nadzieję.
Przepraszamy, że musiałyście tak długo czekać.
Drugi rozdział pojawi się szybciej.